cuida-leche…

Wpis z dnia 18 maja 2015 r. na prywatnym blogu Maríi del Carmen Hernández

Opiekun-mleka


To jest „opiekun mleka”. Rzeczywisty rozmiar jest tylko trochę większy. On ma wiele lat; należał do mojej babci ze strony matki, Dionisi Saiz de Alvarez. Dziś jest w moim posiadaniu.
Chciałem to pokazać, bo niewielu będzie o nim wiedziało, a jeszcze mniej go będzie miało.
Jak opiekował się mlekiem? Cóż, używano go w czasie, gdy mleko było pite bezpośrednio od krowy. Nie było pasteryzowane, a my nawet nie marzyliśmy o woreczkach! Zazwyczaj mleczarz przechodził obok naszego domu, z wozem ciągniętym przez konia, i albo schodził ze swoją bańką na mleko, albo schodził z pełną butelką lub słoikiem z ilością, którą już znał, Klient kupował go codziennie.
Chcę to wspominać, bo nasze dzieci i wnuki nawet tego sobie nie wyobrażają, gdy mleczarz podał musujący i prawie ciepły płyn, z butelki do pojemnika, z którym czekała na niego gospodyni domowa, (garnek, rondel, słoik) wewnątrz opróżnionej butelki były jakieś idealne komórki, jakby były plastrem miodu pszczół. Oczywiście, w przeciwieństwie do niego, komórki były białe i nie było pszczół: wszystko było mleczne!
Zawsze mnie zadziwiało i myślałam, że jest pięknym cudem natury. Teraz nie możemy już tego docenić, z mlekiem zapakowanym i nie tak czystym jak w przeszłości.
Ale wróćmy do zdjęcia, umieszczono opiekuna mleka na dnie pojemnika, do którego miało być wlane mleko, potem wylewano na niego płyn i… na ogień! Tak więc gotował się i gotował, bo nie trzeba było, cały czas pilnować, gdy gospodyni domowa go zostawiła, nie uważając na nie, i nigdy nie wykipiało.