Zaczęło się od znalezienia artykułu o tym jak przerobić typowy, francuski, metalowy krążek do gotowania tak, aby lepiej alarmował o wrzącym mleku. Tekst ten pochodził z francuskiego czasopisma „Les Travaux de l’amateur” [pol. Prace amatora], wydanego 1 grudnia 1930 roku (nr 116). Potraktowałem wtedy ten tekst z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Bo komu tak naprawdę chciałoby się modyfikować emaliowany krążek. Zdzierać z niego emalię, wyginać precyzyjnie szprychę rowerową, przyspawywać ją do krążka w miejscu zdartej emalii. Na koniec szukać małego dzwoneczka, który można by zawiesić swobodnie na końcu szprychy. Gdy, jak wiem z doświadczenia, krążek bez tej przeróbki też dobrze spełnia swoją funkcję. Wszystko to okraszono precyzyjnie wyrysowaną ilustracją.

.
Jakie więc było więc moje zaskoczenie gdy za czas jakiś znalazłem w bezkresnym przestrzeniach internetu poniższą fotografię.

.
Najpierw myślałem, że to ktoś zrobił sobie żart tworząc artystyczną instalację. Może drwiąc sobie w ten sposób z odnalezionego, wspomnianego powyżej poradnika młodego tunera krążków do gotowania mleka. Potem, gdy pierwszy szok minął, zacząłem analizować fotografię pod kontem możliwości funkcjonalnych tego ustrojstwa. Wszak to miało prawo działać. Oś przenosząca dwukierunkowy (podnosząco-opadający) ruch krążka, pod którym zbierało się podgrzane powietrze spełniać powinna jednocześni rolę stabilizatora całego mechanizmu. Dzięki temu kawałkowi grubego pręta miało to prawo nie wywracać się a jednocześnie swobodnie działać. Ruch osi przenoszony był na ramię ze swobodnie zawieszonym na jego końcu dzwoneczkiem. Mocowanie na sprężynce powodowało, że mógł się on swobodnie „rozbujać”i wydawać alarmujący dźwięk. Nadal jednak, mimo powyższej analizy, traktowałem ten przedmiot jako przykład pewnej aberracji twórcy tegoż cudu techniki.
I tu nastąpił akt trzeci klupokowej-tragifarsy. Późna nocą, przeglądając internety, na „znanym i lubianym” zagranicznym serwisie aukcyjnym trafiłem na poniższego cudaka.



.
Zwyczajnie wcisnęło mnie w krzesełko. Oblizałem się jęzorem niczym wilk, który właśnie pożarł Czerwonego Kapturka i kliknąłem „Kup teraz”. Ruch był ryzykowny bo sprzedający nie miał żadnego komentarza, a na tymże serwisie był od niedawna. Postanowiłem jednak zaryzykować. Nerwowe oczekiwanie na przesyłkę umilałem sobie analizowaniem fotografii z serwisu aukcyjnego. Rzeczony cud techniki i ten odnaleziony wcześniej w internetach wyglądają na pobratymców. Niewątpliwie oba mają takie same metalowe talerzyki/krążki, które wprawione w ruch przez gromadzące się pod nimi bąbelki powietrza mają wprawić w ruch dzwoneczki. Same dzwoneczki różnią się od siebie zarówno kształtem, jak i chyba wielkością. Oba podwieszone są do sprężynek poprzez, które połączone są z ramieniem przekazującym ruch talerzyka. Różne są sposoby mocowania dzwoneczka do sprężynki. Ustrojstwo z aukcji ma dzwoneczek przyczepiony na sztywno, ustrojstwo z netu ma dzwoneczek zawieszony na jakowymś „tipsie”. To drugie rozwiązanie miało zapewne spowodować swobodniejsze bujanie się dzwoneczka. Same ramienia łączące z krążkiem są praktycznie identyczne.
Jednak największa różnica jest w sposobie stabilizacji całości mechanizmu, a co za tym idzie w konstrukcji pozwalającej na przekazanie ruchu talerzyka na ramię z dzwoneczkiem*. W mechanizmie z aukcji jest to skompliakowanie wygięty drut, tworzący okalającą talerzyk ramkę i jednocześnie oś obrotu da połączonych ze sobą dźwigni. Tej idącej od talerzyka i tej na której wisi dzwoneczek. We wcześniejszym mechanizmie z internetu sprawa jest dużo prostsza. Kawałek grubego pręta stanowi jednocześnie stabilizator jak i oś obrotu połączonych z nim ramion. Krótszego z doczepionym talerzykiem i dłuższego z doczepionym dzwoneczkiem.
Analizując powyższe obserwacje doszedłem do wniosku, że z dużą dozą prawdopodobieństwa oba mechanizmy są wzajemnie powiązane. Świadczyć by miała o tym forma talerzyka/krążka. Mechanizm z aukcji jest najprawdopodobniej starszy, a ten odnaleziony wcześniej to jego modyfikacja. Pytanie komu chciało się zainwestować czas i zapewne pieniądze w to niesamowite dzieło ludzkiego umysłu. Już samo skonstruowanie i wyprodukowanie starszej wersji jest zaskakujące, a co dopiero przeprowadzenie jego modyfikacji i wdrożenie do produkcji jego wersji rozwojowej.
Ciekawie byłoby dotrzeć do jakiś materiałów z epoki, które pozowliły by poznać twórcę/producenta obu mechanizmów. Może był nim autor tekstu na temat modyfikacji typowego francuskiego krążka anti-monte-lai z początku lat 30tych XX w.
PS :: Jest w moim kredensiku 🙂
PS2 :: (27.04.2024) Pojawił sie trzeci krążek z dzwoneczkiem. Prawie identyczny z tym, który mam ja. Ma jednak inną sprężynkę, z mniejsza ilością zwojów i całkowicie odmienną sygnaturę na wierzchu krążka.
Ten mój wygląda tak:


.
Ten znaleziony dzisiaj (30 kwietnia 2024 r.) na aukcji wygląda tak:


.
Wszystko to wywraca do góry nogami powyższą chronologię powstawania tych trzech krążków. Nowe uszeregowanie jest następujące: Najstarszy jest krążek (1) z sygnaturą wybitą na wierzchu krążka, składająca się z: napisu większego LE DING (czcionka dwuelementowa z szeryfami) i mniejszego napisu nieczytelnego (czcionka dwuelementowa z szeryfami) Późniejszym od niego jest krążek (2), który ja posiadam. Ma on sygnaturę wybitą w postaci większego napisu DIV (czcionka jednoelementowa, prosta), nieczytelnego napisu bliżej mocowania krążka do ramienia z drutu oraz napisu MADE IN FRANCE (czcionka jednoelementowa, prosta) Najmłodszy z nich jest krążek (3) w którym całkowicie drucianą konstrukcję stabilizującą zastąpiono jednym grubym metalowym prętem.



PS2 :: (1 maja 2024 r.) Wszystkie, powyższe trzy krążki znalezione zostały się we Francji, gdzie były produkowane. Dziś krążek (4) „wypłynął” mi na hiszpańskim serwisie aukcyjnym **. Czyżby ich produkcja była na tyle duża że były eksportowane za granicę? Od pozostałych różni się tym, że wg sprzedającego nie ma żadnej sygnatury na jego wierzchu, a jedynie od spodu jest napis PAT. Z racji tego, że jego konstrukcja jest identyczna z krążkami (1) i (2) czas jego powstania lokowałbym zaraz po nich a przed krążkiem (3), tym z grubym prętem stabilizującym.


_________________________________________
*Czytam co, a raczej o czym piszę i z podziwu wyjść nie mogę jednocześnie dziwiąc sobie się niepomiernie… :))))
**Zaczynam myśleć o całkowitym przeredagowaniu tego tekstu… Ale poczekam chwilę, może pojawi się kolejna odmiana tego ustrojstwa.